-Zawiodłem się na tobie. Nie mogę uwierzyć, że ty to zrobi...
-Och daj spokój to nie jest mój najgorszy mój wyczyn, a nie miałam innego wyboru.
-Nie chodzi tutaj o to czy to najgorszy czy nie najgorszy wybryk tylko o nie posłuchanie rozkazu, chociaż był jasno i wyraźnie powiedziany.
-Ale nie mogłam czekać. Przecież wiesz, że nie miałam innego wyboru.
-Nawet gdyby tak było rozkaz jest święty. I niema żadnego ale Ann!
-Niech ci będzie. Słyszałam, że dziwne rzeczy ostatnio się tutaj dzieją.
- Nie twoja sprawa panno Mogan.
Prawie nigdy nie mówił do mnie po nazwisku. Wiedziałam już, że nie wyciągnę od niego prawdy, a przynajmniej dzisiaj. Nie zwracając na moją nieuwagę dalej mówił.
-Tydzień ich uczyła. Zrozumiałaś?
-Tak. I przepraszam za kłopot.
-Możesz już iść. Tylko nie zapomnij zgłosić się o 20.00 do pani Ash.
-Nie zapomnę proszę pana.
Machnął na mnie tylko ręką. Wstałam i ruszyłam do drzwi. Jak je zamykałam usłyszałam jak mówi do siebie.
-Na szczęście, że nic jej się nie stało.
***
Tak więc o godzinie 21.30 zamiast odpoczywać w wannie po ciężkim dniu to czekam na dzieciaki na sali treningowej. W końcu widzę, że powoli wchodzą. Patrze na zegarek i widzę, że na przebranie potrzebowali aż 7 minut. Jeszcze zanim ustawić się i być cicho to nie oni jak zwykle muszą zajmować się sobą. Wodze kilka osób na komórkach a inni stoją sobie w grupkach i rozmawiają całkowicie mnie ignorując. Po 20 długich minutach w końcu przestali rozmawiać i spojrzeli na mnie.
-A ty to niby kto?
-Po pierwsze najpierw mówi się dzień dobry, a po drugie nie jestem twoją koleżanką kolego.
-Dobra nie spinaj się tak. Lepiej powiedz nam gdzie jest trener.
-Trenera nie ma. Ja od dzisiaj będę was uczyła na czas nieokreślony.
Na wszystkich twarzach zauważyłam rozczarowanie i pogardę w oczach chłopaków. No cóż jak widać nie jestem jedyną, która jest nie zadowolona.
-A teraz powiedz mi swoje imię chłopczyku.
-Ben.
-No to zacznij robić już kółka. Tylko mi się nie obijaj bo nie będzie miło i to nie tylko dla ciebie tylko dla całej grupy.
-Tak już się robi.
Popatrzyłam tylko jak zaczyna biec i już wiedziałam, że nie wytrzyma treningu, który przygotowałam. Odwróciłam się do reszty klasy.
-Na początek chciałam powiedzieć, że nie będzie takiego obijania jak dotychczas. Wylecicie stąd wtedy kiedy będzie mi się chciało i to bez dyskusji. Chcę was wszystkich widzieć na sali przebranych o 21.30. Nawet minuta spóźnienia będzie miała jakieś konsekwencje, które nie będą miłe. Jak wchodzicie macie ustawić się w rzędzie i czekać w ciszy aż Ben ruszaj się!nie rozpocznę lekcji. Komórki są całkowicie zakazane. Wszystkie polecenia wykonujecie w trybie natychmiastowym i bez wahania. No na koniec macie obiec cały teren ośrodka. I widzę was za 5 minut. Życzę miłego biegania.
Po siedmiu minutach wszyscy dotarli do sali dysząc i ledwo łapiąc oddech. Nawet nieźle sobie poradzili. Dałam im minute na odpoczęcie.
-Jak już odpoczęliście to podejdźcie do stanowiska numer 5 i pokażcie mi na co was stać.
Wszyscy spojrzeli na mnie spode łba i ruszyli na wskazane stanowisko. Na 5 stanowisku czekały na nich sztylety. Wszyscy stanęli w kolejce.
-Wiecie jak się prawidłowo rzuca do celu?
-Tak.
-Więc pokażcie mi na co was stać.
Każdy miał po trzy rzuty. Wiedziałam już, że nie umieją dobrze rzucać po tym jak trzymali sztylety. Nikt nawet nie spojrzał czy są prawidłowo wyważone. Kilka sztyletów wbiło się blisko środka.
-Dobra stop! Co wy wyrabiacie? Nawet nie umiecie trzymać tego prawidłowo! Chyba chcecie nas wszystkich pozabijać! To nie są zabawki tylko prawdziwa broń, którą możecie kogoś zabić idioci!
-No ale o co pani chodzi? Przecież trafiliśmy celu.
-Nawet nie umiecie trafić do tarczy, a co dopiero do ruchomego celu. Ja wiem, że wolicie pistolety. Ale uwierzcie mi wszystkie rodzaje broni mogą się wam przydać.
-Taaa... a my mamy uwierzyć, że pani trafi bezbłędnie w sam środek tarczy?
-Właściwie to tak Ben. Jak chcecie mogę pokazać jak to się robi prawidłowo.
-Czemu by nie.
Z uśmiechem na twarzy wzięłam sztylet. Uspokoiłam oddech, zamachnęłam się i rzuciłam.
Przepraszam wszystkich za zwłokę ale mam obecnie dużo lekcji :( Postaram się dodać następny tak za 4-5 dni :)
Becia, Twoja ortografia i składnia zdania rozbrajają mnie po raz kolejny. Fabuła jest całkiem niezła, ale te błędy - omatkobosko! Zresztą już Ci to mówiłam, ale jak popracujesz nad ortografią i składnią zdania to będzie dobrze.
OdpowiedzUsuńPS: Nie bój się używać przecinków, one też istnieją.
Świetne świetne świetne! Po raz kolejny mi zadziwiasz. Mam nadzieje, ze cos jeszcze napiszesz tym razem poprawnie. Zakup slownik bo jest ci niezmiernie potrzebny. Tak na przyszlosc mozesz zaczac pisac w Worldzie (tam podkresla bledy).
OdpowiedzUsuńWordzie*
UsuńTwoj talent jest zadzwiajacy,nigdy nie czytalam lepszego bloga ,czekam z niecierpliwoscia na reszte rozdzialow,kto wie moze nawet wydasz ksiazke?moje dotychczasowe ksiazki ,ktore czytalam ida na dno,przy twojej. Ale oczywiscie polecam jak osoby wyzej kupic slownik,lub wziac korepetycje z polskiego ;) tylko sie zastanawiam czy opisujesz swoje zycie czy tu dziala ywpja wyobraznia? Naprawde znasz wegierski i aumiesz wszystjo? Jesli tak to ci zajebiacie zazdroszcze ;) pozdrawiam,weny Kochana Beciu ;**
OdpowiedzUsuńSorka za bledy moj telefon nie ma autokorekty :**
UsuńHaha
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, wiesz że wybaczam Ci błędy
Fajnie że ich trenuje ;D to dodaje troche "Zoey taka okrutna, bd pomiatać dziećmi"
:D
A-ya