sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 3

Poznałam, że jeden miał karabin a drugi pistolet. Byłam pena, że zaraz będzie ich więcej i nie odpuszczą tak łatwo. Mogłam schować się i zacząć strzelać do nich ale nie chciałam ryzykować bo a) nie wiedziałam ilu ich jest i b) ktoś niewinny mógł oberwać. Na szczęście droga była kręta i nie byłam narażona na wielki ryzyko oberwania kulką. Gdy dotarłam do punktu 8 czekał już na mnie samochód gotowy do ruszenia. Szybko wsiadłam i ruszyliśmy z piskiem opon. Dopiero teraz poczułam jak paliły mnie płuca i nie mogłam wziąć większego oddechu. Gdy uspokoiłam oddech zauważyłam, że na miejscu kierowce siedzi kolega John, który przyglądał mi się w lusterku. 
-Jesteś świadoma tego, że mocno oberwiesz za nieposłuszeństwo?
Taaa... i to jest cały John zamiast spytać się co u mnie i czy nic mi nie jest to on jak zwykle o zasadach. Tak było od zawsze i już się przyzwyczaiłam do tego.
-Tak u mnie wszystko dobrze, a u ciebie?
-Same nudy. Siedziałem zeszły miesiąc nad papierkami, a sama wiesz jak tego nie znoszę i jakby tego było mało to jeszcze profesor zachorował i musiałem go zastąpić.

- Marudzisz na coś takiego? Daj już spokój! Mówię ci to o wiele leprze niż słuchanie ciągle nauczycieli i udawanie, że nic nie umiesz. A maluchy są boskie sama chciałabym się kiedyś nimi zająć!
-O nieee! Mówię ci jakaś masakra krzyczą i biegają w kółko. Już po pięciu minutach miałem dosyć i chciałem uciekać! A szkoła nie jest taka zła!

-I to mówi największy kujon na świecie.
-Ja za to coś przynajmniej umiem, a ty prawie nic!
-Za to zdałam śpiewająco z praktyki.

John westchnął i przewrócił oczami.
-Po prostu niewierze, że przewróciłeś na mnie oczami! Jak mogłeś mi to zrobić?
Już otwierał usta ale mu przerwałam.
-Dobra, dobra nieważne lepiej opowiadaj czy masz jakiegoś chłopaka.

                                                            ***

I tak przegadaliśmy 30 minut o jego związku. Zawsze podziwiałam Johna za to, że nie wstydzi się, że jest gejem wręcz przeciwnie mówił o tym na prawo i lewo ale z dumą. Kiedy wysiadłam z samochodu zauważyłam, że stoję przed bazą w Londynie. Zdziwiłam się, że nie pojechaliśmy do schronu. W planach które opracowaliśmy na taką okoliczność było mówione o domu w lesie gdzie były przygotowane moje ubrania. Tamten dom był o wiele lepiej chroniony niż wszystkie tajne bazy rządowe, które istnieją. Kiedy weszliśmy do budynku musieliśmy przejść badania, które potwierdziły, że to my, a nierzadni oszuści weszliśmy do windy. Dopiero wtedy odwróciłam się do Johna.

-Czemu tutaj?
-Sam nie wiem. Dostałem taki rozkaz, a jak próbowałem się czegoś więcej dowiedzieć to mnie spławili i powiedzieli, że to już nie moja sprawa.
Chyba na mojej twarzy musiał pojawić się smutek i zdziwienie, że królowi wścibskości nie udało się nic dowiedzieć bo zawsze jakimś sposobem wszystko wiedział nawet gdybym go zamknęła w celi.
-Przepraszam próbowałem się dowiedzieć coś więcej ale nie było czasu.
-Dobra nic się nie stało przecież. Sami mi powiedzą niedługo.

-Pewnie tak. Chociaż sam nie wiem. Ostatnio są nerwowi i co chwile kogoś wyrzucają. Nawet ja nie wiem o co im chodzi.
-Hmmm... Znasz mnie. Zawsze mi się uda wywinąć z wszystkiego.
Właśnie winda zatrzymała się na naszym poziomie i drzwi się otworzyły. Przy windzie czekał na nas pan Leo. Wymieniłam zdziwione spojrzenie z Johnem. Widok pana Leo zdziwił nas bo nigdy jeszcze nie przyszedł osobiście tylko wysyłał kogoś żeby przyprowadzić mnie do niego, a tu taka niespodzianka. Czułam, że znalazłam się w niezłych tarapatach. Pierwszy raz w życiu czułam, że mogę nie wyjść z tego i uniknąć kary, która będzie okrutna. Pan Leo z kamiennym wyrazem twarzy skinął nam głową żebyśmy poszli za nim. Nawet gdyby nam tego nie pokazując nie odważylibyśmy zrobić inaczej. Poszliśmy za nim do jego biura. Biuro było przestronne, ściany były białe, a podłoga szara. Na samym środku stało czarne duże biurko. Nie przepadam za takim wystrojem ale to szef i nie mogę podskoczyć, a na pewno nie w takiej sytuacji, w której się znalazłam.
-Siadajcie.
Sam obszedł biurko i usiadł. Teraz jego twarz ukazywała smutek, żal i złość. Jeszcze nie widziałam nigdy go w takim stanie. Czuje, że czeka nas długa przemowa. Zastanawiało mnie tylko czemu jest przy mnie John. Jakby czytając mi w myślach pan Leo powiedział
-John ty musisz tylko napisać szczegółowy raport i jesteś wolny. A z tobą Ann muszę poważnie pogadać.
                                                                                                                     

No i jest nowy rozdział :) następny pojawi się najpóźniej za tydzień :/ ale postaram się dodać wcześniej :*

1 komentarz:

  1. Uuuu
    Ciekawe.
    I geje *0*
    Czekam.na next i zapraszam do mnie
    vampiresfallen.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń