czwartek, 22 stycznia 2015

Rozdział 8

-NIESPODZIANKA!
Krzyknęli wszyscy naraz i zaczęli śpiewać sto lat. W czasie gdy śpiewali ktoś podał mi kieliszek z szampanem. Całkiem zapomniałam, że dzisiaj są moje urodziny. Miałam tyle pracy, że nie wiedziałam jaki dzisiaj dzień. Nawet nie zauważyłam, że John nie poszedł pracować tylko cały dzień ze mną przebywał. Jaka ja głupia byłam i zmęczona. Gdy skończyli śpiewać wszyscy zaczęli do mnie podchodzić i składać życzenia. Przyszli na tą uroczystość wszyscy wyżej postawieni co było nienormalne ale  diabli wiedzą co oni robią i dlaczego. Nagle zaczęła grać muzyka. Rozejrzałam się i zobaczyłam Eddiego. Nie wiedziałam, że Eddi wrócił. Podobno był na jakiejś tajnej misji i miał przyjechać dopiero za 2 miesiące. Pomachałam mu, a on mi odmachał. Już chciałam iść do niego się przywitać i porozmawiać lecz powstrzymały mnie ręce Johna, które mnie podniosły i okręciły tak, że stałam przed nieznajomym chłopakiem. Gdy popatrzyłam na niego wiedziałam już kim on jest. Uśmiechnęłam się i podałam mu rękę.
- Ty musisz być chłopakiem Johna, Matt.
- Zgadza się. 
Nie uścisnął mi ręki tylko mnie przytulił
- Czuję się jakbym znał cię od dłuuugieegooo czasu.
-Ja tak samo. Ale mam nadzieje, że nie za wiele o mnie wiesz.
- Nieee skąd sama znasz Johna i wiesz, że trzyma wszystko w tajemnicy.
- Taaa... już wszystko wiem. Ale lepiej byś nie mówił tego tutaj tak głośno.
Mruknęłam do niego i zaczęliśmy się śmiać. Odwróciłam się w stronę Johna i dźgnęłam go.
-Auć. A to niby za co?
-Sam już wiesz za co.
-Wiedziałeś, że Eddi wrócił?
- Eddi gdzie? Jest tutaj?
-Wiesz czasami się zastanawiam jak tutaj przetrwałeś. A jak myślisz kto by się odważył puszczać taką muzykę przy szefach?
-Jaki ja głupi jestem.
-Hehehe nie da się tego ukryć. Idziesz z nami Matt do Eddiego?
-Nie, dzięki ale pójdę po coś do picia i poszukam jakiegoś wygodnego miejsca.
-Zaraz do ciebie przyjdziemy tylko się przywitamy.
-Nie ma sprawy. Naprawdę poradzę sobie.
Było mi trochę głupio zostawiać Matta samego w towarzystwie obcych mu ludzi. W sumie to nie mój chłopak tylko Johna.
-Oj nie martw się o niego. Nic mu nie będzie.
Czasami się zastanawiam czy John czasem nie umie czytać w myślach, a przynajmniej w moich. Nie mogąc czekać dłużej John pociągnął mnie w stronę Eddiego. Musieliśmy przecisnąć się przez połowę sali żeby do niego dotrzeć. Gdy dotarliśmy do niego zszedł z podestu i od razu się na niego rzuciłam. Podniósł mnie i obrócił w powietrzu.
-Boże nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłam.
-Ja też tęskniłem za tobą księżniczko.
-Nieeee weź przestań mnie tak nazywać.
-Wiesz dobrze, że nieprzestane.
Uśmiechnął się łobuzersko i mnie postawił na ziemię. 
-Jak się masz brachu? Wszystko w porządku?
-A leci u mnie jak zawsze. 
Wymienili swój uścisk dłoni czy co tam oni robili na przywitanie.
-A jak poszła twoja robota?
-W sumie to nie za dobrze - Skrzywił się - I za nim mnie spytacie nie nie mogę nic powiedzieć.
-Powiedz mi czemu tylko ja muszę siedzieć za biurkiem albo odwalać najgorszą robotę z was wszystkich jeśli byłem jednym z najlepszych w roczniku?
-Haahahahha nie martw się o to John jeszcze będziesz tęsknił za tymi czasami.
Ed poklepał go pocieszająco w plecy.
-John ty lepiej idź do Matta.
-Daj spokój da sobie radę.
-Nie to ty posłuchaj mnie. Głupio postąpiłeś zostawiając go samego w nieznanym mu kompletnie osobami i jeśli ty nie chcesz iść to ja idę.
Chłopcy wymienili spojrzenia. John spuścił głowę i poszedł w kierunku kanap.
-Matt to chłopak Johna?
-Tak. Jest naprawdę miły ale znasz  przecież go i wiesz jak potrafi się zachowywać i nie zdawać sobie o tym sprawy.
-Masz rację. Wybacz mi ale muszę wracać na stanowisko. 
-Jasne nie ma sprawy. 
-Zobaczymy się rano?
-Yhm. Będę pewnie w stołówce lub na dworze znajdziesz mnie.
-Znając ciebie będziesz leżała nieprzytomnie w łóżku.
-Nie mogę mam prace.
-Kiedyś ci to niezbyt przeszkadzało.
-Trochę się zmieniłam w przeciągu 2 lat odkąd się ostatnim razem widzieliśmy.
-No wiem ja też nie jestem tym samym chłopakiem co byłem. Dużo rzeczy się wydarzyło.
-No właśnie i musimy to nadrobić.
Przytuliłam go i poszłam się bawić.  

środa, 14 stycznia 2015

Rozdział 7

Rozdział jest niesprawdzony!
Po całkowitej porażce, którą zdobyli wszyscy wzięli się do roboty. Nie marudzili już więcej i przykładali się do walki. Ostatniego dnia mojej kary pan Lee zawołał mnie do swojego gabinetu. Za proponował mi przejęcie grupy na czas nieokreślony. Z chęcią przyjęłam jego propozycję z nadzieją, że dowiem się co tu się naprawdę dzieje. Minęły 46 dni od czasu ujrzenia mapy. Niestety nie dowiedziałam się nic więcej. Próbowałam wydobyć informacje od kilku wyżej postawionych osób. Niestety wszyscy udawali przede mną i Johnem, że nic kompletnie niewiedzą. Razem z Johnem kombinowaliśmy jak możemy zdobyć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Mieliśmy kilka planów ale do nich potrzebowaliśmy więcej osób. W budynku nie było zaufanych osób, a jak byli to by od razu na kapowali na nas. Dzieciaki niebyły gotowe na takie akcje. 


                                               ***


W nocy obudziły mnie szybkie kroki i zamieszanie na korytarzu. Ostrożnie wstałam i podeszłam do drzwi. Ostrożnie uchyliłam drzwi. Na szczęście drzwi nie skrzypiały. Korytarz przy, którym miałam pokój prowadził do skrzydła szpitalnego. Na korytarzu kręcili się co chwile jacyś ludzie. Wszyscy mówili z ożywieniem i zaniepokojeniem w głosie. Nagle zobaczyłam pana Lee z jakimś człowiekiem, który był dziwnie ubrany. Miał na sobie staromodny strój z jakiejś tkaniny, której nie mogłam rozpoznać. Starałam się usłyszeć co mówią.

-Nie jeszcze nie jest na to gotowa.
-Ale nie możemy już dłużej czekać.
-Wiem, że jest tragiczna sytuacja ale co mam zrobić? Dobrze wiesz jakie są zasady.
-Milna na pewno da rade nie martw się i nie zapominaj, że będę ją chronił jak wszyscy.

-Ona nawet nie wie co się dzieje w Aylen.
-To najwyższy czas zacząć ją w to wszystko wprowadzać nie uważasz?
 -Ale ona jest jeszcze taka młoda, a...
-Nie przesadzaj ona nie jest już dzieckiem i jest w stanie to wszystko udźwignąć jestem tego pewien.
Niestety nie udało mi się usłyszeć więcej bo skręcili za róg. Prawie nic nie zrozumiałam z tej rozmowy. Niby jaka Milna? Nigdy o niej nie słyszałam. A te miasto czy co to jest te Aylen nie widziałam nigdy takiej nazwy na mapie ani nigdzie indziej. Musiałam źle coś usłyszeć. Dla potwierdzenia, że nie istnieje coś takiego jak Aylen wzięłam telefon. Wpisałam w  wyszukiwarce słowo Aylen. Nic nie wyskoczyło na te słowo. Chyba musiałam coś źle usłyszeć albo przekręcić słowo. Przecież niemożliwe było, żeby rozmawiali o czymś nieistniejącym, a ten dziwny facet to kto to jest?   

                                               ***

Przez resztę nocy myślałam o co chodziło w tej pokręconej rozmowie i nic nie przyszło mi do głowy. Teraz siedziałam na stołówce już z 3 kubkiem kawy. Na moim stole spadła z hukiem tacka. Skrzywiłam się.
-Kacyk?
-Chciałabym.
- A co niby takiego robiłaś w  nocy? 
Spojrzał na mnie sugestywnie.
-Na pewno nie to co masz teraz na myśli.
-Jesteś tego pewna?
-Sugerujesz mi, że nie wiedziałabym gdyby ktoś mnie pieprzył?
-Czy ja coś takiego powiedziałem?
-Daj mi dzisiaj spokój nie jestem w nastroju i nie mam siły na to.
-Dobra jak chcesz. W takim razie co się stało w nocy?
- Słyszałeś kiedyś o Aylen?
-Nie, a przynajmniej sobie nie przypominam o czymś takim. A o co chodzi?
-Właśnie togo nie wiem. Może przynajmniej słyszałeś o Milnej?
-O kim? Boże dziwniejsze imię chyba nie dało się wymyślić. 

Powiedziałam mu o rozmowie, którą podsłuchałam. Zastanawialiśmy się nad ty i nic nie wymyśliliśmy. W końcu musiałam iść przygotować coś dla dzieciaków. Gdy weszłam na sale stanęłam jak w ryta. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
                                                                                                                      
Przepraszam za zwłokę :( Następny rozdział będzie szybciej :) I nie daje zdjęć jak wyglądają bohaterowie ponieważ możecie sami sobie wyobrazić ich jak chcecie.