sobota, 6 grudnia 2014

Rozdział 6

  -Ała! Przez ciebie wszystko mnie boli!
Właśnie skończyłam lekcje i sprzątałam sale.
  -Och nie marudź mi tutaj. I tak traktowałam ciebie ulgowo.
  -Taaa.... Jasne.

  -Dobra i tak miałam zawołać cie po treningu.
  -Yhm... A co ciekawego masz do powiedzenia, że nie mogło poczekać do jutra, aż się wyśpisz i zjesz?

  -Pamiętasz co mówiłeś mi w drodze do biura?
  -Jasne, że pamiętam. Chcesz mi powiedzieć, że coś się dowiedziałaś?
  -Sama właściwie nie jestem pewna. Może pomożesz mi przygotować tor na zewnątrz?
  -Ty nie mówisz tego na serio! Przecież oni nic kompletnie nie umieją!

  -Ty to wiesz, ja to wiem ale oni tego nie pojmują.To pomożesz czy nie?
  -No dobra.
  -To chodźmy.
                                                     

           Gdy opowiadałam Johnowi to co zobaczyłam nie mógł w to uwierzyć. Sama byłam ciekawa czemu mieli jakieś zebranie na tym piętrze, a nie w podziemiu, gdzie żaden uczeń lub niepożądana osoba nie wejdzie. Dostanie się tam jest niemożliwe, chyba że znało się wejście na dany pod poziom, które było i tak trudne do przejścia ze względu na pułapki oraz kody. Z myśli wyrwał mnie John.
  -I tak ta informacja niewiele nam mówi, a nawet daje nam więcej do myślenia.
  -Masz racje ale to nadal jest dla mnie dziwne, żeby zajmowali się taką sprawą. Przecież nie ma nawet takiego kraju.

  -Dobra, wierze ci ale serio musimy poczekać na następną wskazówkę, którą zdobędziemy.
  -Masz rację. 
  -No wiem. A teraz chodźmy znaleźć jakieś dzieciaki ze starszych klas.
  -I przydaliby się jacyś dorośli do wypatrywania zagrożenia.
  -Weźmiemy jakąś grupę z nauczycielem i tyle.
  -To spróbujmy z Panią Macgen.
  -Jak widzę nie próżnujesz.
  -Pamiętam jak my dostaliśmy niezłą nauczkę i mam nadzieje, że się trochę  ogarną, bo kiedyś oni będą działać, a my im rozkazywać.
  -Już teraz tak masz. No ale to może zadziałać. 

            Szukaliśmy pani Macgen 15 minut, aż znaleźliśmy ją w sali do ćwiczeń. Gdy zaproponowałam jej współpracę chętnie się na nią zgodziła. Poszłam obudzić najpierw jej grupę.
  -POBUDKA!

Wszyscy od razu wstali i ustawili się przy swoich łóżkach. 
  -Grupa gotowa! - Powiedziała jedna z dziewczyn.
  -Mam dla was pewne proste ćwiczenie. Macie dać mojej grupie porządny wycisk i nie obchodzi mnie jak ich obudzicie lub jak będziecie ich traktować. Mają oni pobiec do lasu, a wy ich macie zaatakować. Ma się to odbyć o 01.00 czyli za 10 minut. Żeby było jasne ma się to odbyć bez żadnej broni. Dam wam 4 motory, a reszta niech pakuje się do auta. Kilkoro dorosłych będzie miało na to oko więc ma to być wykonane porządnie zrozumiano?
  -Tak proszę pani.
  -Więc do roboty!
Szybko się ubrali i poszli obudzić moją grupę. Użyli do tego węża ogrodowego i polali ich lodowatą wodą. Wszyscy od razu się obudzili i porwali z łóżka. Kilka dziewczyn pisnęło. Nikt nie wiedział o co chodzi i czemu zostali nagle polani wodą. Ben zaczął trochę podskakiwać i od razu dostał w głowę od jakiejś dziewczyny. 

 - Boże czemu ja już tak nie mogę robić? - Pomyślałam.
Gdy starsi krzyczeli na nich,
oni kompletnie nie wiedzieli co robić. Patrzyłam tylko na to i nie mogłam uwierzyć, że jeszcze tu są. Po chwili jednak wszyscy się ogarnęli.
  -CO TAK STOICIE I SIĘ NIE UBIERZECIE? JAZDA! JAZDA!
Co chwilę słyszałam krzyki tupu 'W CO TY SIĘ UBIERASZ, NIE JEDZIESZ NA MISS! I CO SIĘ TAK GAPISZ?! RUSZAJ SIĘ! JESTEŚCIE WOLNIEJSI NIŻ BABCIE!' Po jakiś 10 minutach wszyscy wyszli. 

                                                                                                                     
Mam nadzieję, że rozdział się podobał. :D W następnym możliwe, że pojawi się kilka akcji.