Czułam jakby przyciągał mnie tymi swoimi błękitnymi oczami. Bałam się. Przecież to dziki tygrys. Może się taki nie wydaje lecz boję się go. Nagle ziemia wykrusza się z pod jego łap. Nie ma wyboru musi się oddalić ode mnie
Obudziłam się cała zlana potem. Co roku w ten sam dzień w nocy po moich urodzinach mam taki sam sen. Tym razem trochę się różnił od pozostałych ale tylko odrobinę. Wstałam i podeszłam do zlewu. Odkręciłam zimną wodę i obmyłam twarz. Czułam, że mam za dużo energii i mnie zaraz wysadzi jak nie zużyje ją. Ubrałam pierwszy lepszy dres i poszłam na sale.
***
- An! Pan Lee cie szuka!
-Nie widzisz, że jestem zajęta?
Nawet nie spojrzałam na asystenta pana Lee i dalej rzucałam sztyletami do ruchomych celów.
- Ale to jest bardzo ważne.
-Ugh co on znowu ode mnie chce?
-Nie mam pojęcia.
-I tak ci niewierze. Na co czekasz? Prowadź.
Byłam już przy drzwiach, a on nadal w nich stał.
-Po drodze wpadniemy jeszcze do stołówki.
-To nawet nie jest po drodze i szew się wścieknie jak szybko nie przyjdziesz.
-Oj nie marudź. Po prostu boisz się go.
-Wiesz nie wszyscy mają tyle szczęścia co ty.
-Powiesz, że ci uciekłam i będzie po problemie.
-I tak zrobisz co będziesz chciała. Tylko proszę cię szybko.
-Taaa... tylko wezmę coś do ręki i tyle.
Jak mieliśmy już iść do wyjścia ze stołówki zobaczyłam Johna, który wyglądał jak trup.
-Co tam John? Masz małego kaca?
-Och zamknij się An.
-Uuuuu... a jednak dużego kaca.
-Nie tak głośno. Ciebie nie złapał?
-Wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam? Ale nie nic mnie nie boli. Najwyraźniej tyle nie wypiłam.
-Idź już sobie głowa mi pęka.
-Trzymaj się.
Uniósł tylko dłoń. Najwyraźniej nie miał na nic innego siły. Odpakowałam kanapkę z szynką i pomidorem. Zjadłam kanapkę chwilę przed dotarciem na piętro pana Lee. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy w stronę jego biura. Zanim miałam szanse zapukać drzwi się same otworzyły.
-Witaj Anny. Dobrze, że już jesteś. Chodź za mną nie mamy dużo czasu.
-Dzień dobry panie Lee.
Gdy weszliśmy do windy uśmiechnął się do mnie co mnie przeraziło.
-I Anny nie musisz do mnie mówić panie Lee wystarczy samo Lee.
-D-dobrze.
Chyba pan Lee... to znaczy Lee zachorował i to bardzo ciężko. Tylko kilka osób które znam odważyły się tak do niego odezwać i byli to zawsze starsi oraz wysoko postawieni pracownicy. Na pewno nie było nikogo w moim wieku.
Jak drzwi się otworzyły zobaczyłam, że jesteśmy na poziomie -3 , który był zakazany. Nigdy nawet nie widziałam tego piętra na własne oczy. Krążą straszne plotki o tym piętrze. Osobiście uważam, że sam pan Lee niektóre rozpuścił. Weszliśmy w jakiś korytarz i moim oczom ukazała się szklane lustro, które było popękane. Lee przyłożył swoją dłoń do lustra. Nagle lustro się rozsunęło. Moim oczom ukazały się schody.
-Chcę ci kogoś ważnego przedstawić.
Dziwne miejsce do poznania ludzi. Nie miałam czasu żeby myśleć o tym więcej ponieważ pan Lee otworzył kolejne drzwi.
Obudziłam się cała zlana potem. Co roku w ten sam dzień w nocy po moich urodzinach mam taki sam sen. Tym razem trochę się różnił od pozostałych ale tylko odrobinę. Wstałam i podeszłam do zlewu. Odkręciłam zimną wodę i obmyłam twarz. Czułam, że mam za dużo energii i mnie zaraz wysadzi jak nie zużyje ją. Ubrałam pierwszy lepszy dres i poszłam na sale.
***
- An! Pan Lee cie szuka!
-Nie widzisz, że jestem zajęta?
Nawet nie spojrzałam na asystenta pana Lee i dalej rzucałam sztyletami do ruchomych celów.
- Ale to jest bardzo ważne.
-Ugh co on znowu ode mnie chce?
-Nie mam pojęcia.
-I tak ci niewierze. Na co czekasz? Prowadź.
Byłam już przy drzwiach, a on nadal w nich stał.
-Po drodze wpadniemy jeszcze do stołówki.
-To nawet nie jest po drodze i szew się wścieknie jak szybko nie przyjdziesz.
-Oj nie marudź. Po prostu boisz się go.
-Wiesz nie wszyscy mają tyle szczęścia co ty.
-Powiesz, że ci uciekłam i będzie po problemie.
-I tak zrobisz co będziesz chciała. Tylko proszę cię szybko.
-Taaa... tylko wezmę coś do ręki i tyle.
Jak mieliśmy już iść do wyjścia ze stołówki zobaczyłam Johna, który wyglądał jak trup.
-Co tam John? Masz małego kaca?
-Och zamknij się An.
-Uuuuu... a jednak dużego kaca.
-Nie tak głośno. Ciebie nie złapał?
-Wiesz, że nawet o tym nie pomyślałam? Ale nie nic mnie nie boli. Najwyraźniej tyle nie wypiłam.
-Idź już sobie głowa mi pęka.
-Trzymaj się.
Uniósł tylko dłoń. Najwyraźniej nie miał na nic innego siły. Odpakowałam kanapkę z szynką i pomidorem. Zjadłam kanapkę chwilę przed dotarciem na piętro pana Lee. Wyszliśmy z windy i ruszyliśmy w stronę jego biura. Zanim miałam szanse zapukać drzwi się same otworzyły.
-Witaj Anny. Dobrze, że już jesteś. Chodź za mną nie mamy dużo czasu.
-Dzień dobry panie Lee.
Gdy weszliśmy do windy uśmiechnął się do mnie co mnie przeraziło.
-I Anny nie musisz do mnie mówić panie Lee wystarczy samo Lee.
-D-dobrze.
Chyba pan Lee... to znaczy Lee zachorował i to bardzo ciężko. Tylko kilka osób które znam odważyły się tak do niego odezwać i byli to zawsze starsi oraz wysoko postawieni pracownicy. Na pewno nie było nikogo w moim wieku.
Jak drzwi się otworzyły zobaczyłam, że jesteśmy na poziomie -3 , który był zakazany. Nigdy nawet nie widziałam tego piętra na własne oczy. Krążą straszne plotki o tym piętrze. Osobiście uważam, że sam pan Lee niektóre rozpuścił. Weszliśmy w jakiś korytarz i moim oczom ukazała się szklane lustro, które było popękane. Lee przyłożył swoją dłoń do lustra. Nagle lustro się rozsunęło. Moim oczom ukazały się schody.
-Chcę ci kogoś ważnego przedstawić.
Dziwne miejsce do poznania ludzi. Nie miałam czasu żeby myśleć o tym więcej ponieważ pan Lee otworzył kolejne drzwi.
