Słysząc to od razu zerwałam się z łóżka trzymając w dłoni broń.
-Woa Ann! To ja John.
Widzę jak się cofa z uniesionymi rękoma.
-Hmmm...? Która jest godzina?
-Hahaha... Już prawie 15.
Widzę jak się cofa z uniesionymi rękoma.
-Hmmm...? Która jest godzina?
-Hahaha... Już prawie 15.
-Cholera.
-O której skończyłaś zajęcia?
-Około 6. Boże jak ja nienawidzę nastolatków! Nawet nie umieli trzymać cholernych sztyletów, a przez to większość nie trafiała nawet w tarcze.
-O której skończyłaś zajęcia?
-Około 6. Boże jak ja nienawidzę nastolatków! Nawet nie umieli trzymać cholernych sztyletów, a przez to większość nie trafiała nawet w tarcze.
-Współczuje im.
Walnęłam go w ramie.
-Ała! A to za co?
-Ty już wiesz za co.
-Ale sama wiesz, że masz jakiegoś świra na punkcie stali.
-Nie mam świra tylko wolę ją od nowoczesnej broni, bo jest praktyczniejsza i cichsza.
-Taaa... Niech ci będzie. I ciesz się, że pracujesz z nimi. Bo jakbyś dostała tych co ja miałem to byś się powiesiła.
Walnęłam go w ramie.
-Ała! A to za co?
-Ty już wiesz za co.
-Ale sama wiesz, że masz jakiegoś świra na punkcie stali.
-Nie mam świra tylko wolę ją od nowoczesnej broni, bo jest praktyczniejsza i cichsza.
-Taaa... Niech ci będzie. I ciesz się, że pracujesz z nimi. Bo jakbyś dostała tych co ja miałem to byś się powiesiła.
-Daj już spokój. Chcę chociaż na chwilę o nich wszystkich zapomnieć. Lepiej mi powiedz kiedy będzie jakieś jedzenie w stołówce.
-Kochana,.nie jesteś już uczniem tylko instruktorem i nie obowiązują cię pory posiłków. Pójść z tobą?
-Najpierw muszę pobiegać.
-Kochana,.nie jesteś już uczniem tylko instruktorem i nie obowiązują cię pory posiłków. Pójść z tobą?
-Najpierw muszę pobiegać.
-To pójdę z tobą.
-Jak chcesz, ale ostrzegam - ostatnio odpuściłam bieganie.
-Jakby to była jakaś nowość.
Przewróciłam tylko oczami. Sama wiem, że nigdy nie byłam najlepsza z biegów, no ale nikt nie mówił, że muszę być we wszystkim najlepsza.
***
Na szczęście jedzenie nie jest tak paskudne jak było kiedyś. Jednak nic innego chyba się nie zmieniło od kiedy byłam tutaj ostatnim razem. Krzesła nadal były twarde jak diabli i już mogłam poczuć zakwasy po naszym biegu. Kiedy biegaliśmy John ciągle śmiał się ze mnie, że tak wolno biegnę. Po dzisiejszym wysiłku mogę powiedzieć, że go nienawidzę. Teraz siedzi naprzeciwko mnie ze swoim złośliwy uśmieszkiem.
-No i z czego się tak cieszysz?
-Ja? Z niczego. A z czego miałbym się tak cieszyć?
-Jesteś okrutny.
-Nie no, żartujesz? - Mówiąc to jeszcze bardziej się wyszczerzył.
-Dobra, idę przygotować sale na sparingi. - Odpowiedziałam, udając, że nie tego nie widzę.
-Tylko uważaj, żeby ci się nie pozabijali.
-Jakby co, to będzie mniej osób do pilnowania.
-Będzie też mniej do roboty.
-Oj nie przesadzaj, nie mamy najgorzej.
-Też racja, ale nadal nie chcę trafić na pełen etat za biurko. Nie po to tyle trenowałem, żeby siedzieć i nic nie robić.
Gdy szłam korytarzem zauważyłam, że jedne z drzwi były uchylone. Z ciekawości zobaczyłam co tam jest. Nad stołem był wyświetlony, w 3d, jakiś kraj. Nigdy nie widziałam tych terenów. Kilka osób było w pomieszczeniu. Jedni coś notowali, a inni omawiali jakieś szczegóły. Nagle ktoś wyłączył mapę i wszyscy zaczęli zbierać się do wyjścia. Szybko udałam się w kierunku sali ćwiczeń, która znajdowała się w następnym korytarzu.
***
Dzisiaj spóźnili się 2 minuty ale za to ustawili się w rzędzie i nie rozmawiali. Za spóźnienie musieli zrobić dodatkowe kółko wokół sali.
-Dzisiaj będzą sparingi. Obowiązuje tylko jedna zasada - nie wychodzicie poza wyznaczone miejsce.
-A co z głową?
-Nikt nie będzie w prawdziwej walce się tym przejmować, więc ja też się nie przyjmuję. Jak nie macie żadnych pytań to dobierzcie się w pary pod względem umiejętności, a nie z kim chcecie.
Kiedy już to zrobili rozkazałam im, aby poszli ćwiczyć. Walka wychodziła im lepiej niż wczorajsze rzucanie. Ich walka była śmiechu warta. Ruchy nie były stanowcze i silne. Wszyscy bali się o swoją partnerkę lub partnera. Próbowałam ich instruować jak mają uderzać. Przez chwilę robili dobrze lecz za chwile popełniali te same błędy. Nie widząc innego wyjścia spytałam się Johna czy znalazłby dla mnie chwilę. Po 5 minutach wszedł do sali.
-O co chodzi?
-No sam zobacz jaką mam grupę.
Przeszedł się przez całą salę. Wracając zaczął się śmiać. Wszyscy dopiero teraz zauważyli przybycie nowej osoby. Spojrzeli tylko na Johna i zaczęli rozmawiać między sobą.
-Dobra cofam to co powiedziałem w stołówce. Ale nie spodziewałaś się chyba po panu Leo nic innego po tym co zrobiłaś.
-Masz rację. Jednak wszystko uchodziło mi u niego.
-Dobra, ale widziałaś w jakim był stanie i wiesz, że nie chce, żebyś dowiedziała się o czymś.
-Taaa.... wiem o tym doskonale. Ehhhh, może im pokażemy jak się naprawdę walczy?
-Dobra, czemu nie. Ale pamiętaj - nie wczuj się za bardzo.
-Poznaj moją dobroć i wiec, że nic ci się poważnego niestanie.
Następny rozdział za tydzień
-Jak chcesz, ale ostrzegam - ostatnio odpuściłam bieganie.
-Jakby to była jakaś nowość.
Przewróciłam tylko oczami. Sama wiem, że nigdy nie byłam najlepsza z biegów, no ale nikt nie mówił, że muszę być we wszystkim najlepsza.
***
Na szczęście jedzenie nie jest tak paskudne jak było kiedyś. Jednak nic innego chyba się nie zmieniło od kiedy byłam tutaj ostatnim razem. Krzesła nadal były twarde jak diabli i już mogłam poczuć zakwasy po naszym biegu. Kiedy biegaliśmy John ciągle śmiał się ze mnie, że tak wolno biegnę. Po dzisiejszym wysiłku mogę powiedzieć, że go nienawidzę. Teraz siedzi naprzeciwko mnie ze swoim złośliwy uśmieszkiem.
-No i z czego się tak cieszysz?
-Ja? Z niczego. A z czego miałbym się tak cieszyć?
-Jesteś okrutny.
-Nie no, żartujesz? - Mówiąc to jeszcze bardziej się wyszczerzył.
-Dobra, idę przygotować sale na sparingi. - Odpowiedziałam, udając, że nie tego nie widzę.
-Tylko uważaj, żeby ci się nie pozabijali.
-Jakby co, to będzie mniej osób do pilnowania.
-Będzie też mniej do roboty.
-Oj nie przesadzaj, nie mamy najgorzej.
-Też racja, ale nadal nie chcę trafić na pełen etat za biurko. Nie po to tyle trenowałem, żeby siedzieć i nic nie robić.
Gdy szłam korytarzem zauważyłam, że jedne z drzwi były uchylone. Z ciekawości zobaczyłam co tam jest. Nad stołem był wyświetlony, w 3d, jakiś kraj. Nigdy nie widziałam tych terenów. Kilka osób było w pomieszczeniu. Jedni coś notowali, a inni omawiali jakieś szczegóły. Nagle ktoś wyłączył mapę i wszyscy zaczęli zbierać się do wyjścia. Szybko udałam się w kierunku sali ćwiczeń, która znajdowała się w następnym korytarzu.
***
Dzisiaj spóźnili się 2 minuty ale za to ustawili się w rzędzie i nie rozmawiali. Za spóźnienie musieli zrobić dodatkowe kółko wokół sali.
-Dzisiaj będzą sparingi. Obowiązuje tylko jedna zasada - nie wychodzicie poza wyznaczone miejsce.
-A co z głową?
-Nikt nie będzie w prawdziwej walce się tym przejmować, więc ja też się nie przyjmuję. Jak nie macie żadnych pytań to dobierzcie się w pary pod względem umiejętności, a nie z kim chcecie.
Kiedy już to zrobili rozkazałam im, aby poszli ćwiczyć. Walka wychodziła im lepiej niż wczorajsze rzucanie. Ich walka była śmiechu warta. Ruchy nie były stanowcze i silne. Wszyscy bali się o swoją partnerkę lub partnera. Próbowałam ich instruować jak mają uderzać. Przez chwilę robili dobrze lecz za chwile popełniali te same błędy. Nie widząc innego wyjścia spytałam się Johna czy znalazłby dla mnie chwilę. Po 5 minutach wszedł do sali.
-O co chodzi?
-No sam zobacz jaką mam grupę.
Przeszedł się przez całą salę. Wracając zaczął się śmiać. Wszyscy dopiero teraz zauważyli przybycie nowej osoby. Spojrzeli tylko na Johna i zaczęli rozmawiać między sobą.
-Dobra cofam to co powiedziałem w stołówce. Ale nie spodziewałaś się chyba po panu Leo nic innego po tym co zrobiłaś.
-Masz rację. Jednak wszystko uchodziło mi u niego.
-Dobra, ale widziałaś w jakim był stanie i wiesz, że nie chce, żebyś dowiedziała się o czymś.
-Taaa.... wiem o tym doskonale. Ehhhh, może im pokażemy jak się naprawdę walczy?
-Dobra, czemu nie. Ale pamiętaj - nie wczuj się za bardzo.
-Poznaj moją dobroć i wiec, że nic ci się poważnego niestanie.
Następny rozdział za tydzień