środa, 12 listopada 2014

Rozdział 1

-Anny wstawaj bo znowu spóźnisz się do szkoły!
-Już wstaje mamo!
Patrze na zegarek i widzę, że znowu zaspałam. Ehm... jak ja nienawidzę piątków, a zwłaszcza fizyki. Najchętniej nie poszłabym ale mam już za dużo nieobecności na  lekcji i jak jeszcze raz nie przyjdę będę niekwalifikowana. Zbieram się powoli z łóżka i idę się ubrać. Gdy schodzę na dół widzę, że mama już wyszła i zostawiła mi kanapkę. Biorę ją do ręki i wychodzę z domu. Jak zwykle rano prawie uciekł mi autobus i musiałam podbiec do niego. Pierwszą osobę, którą zobaczyłam była Angelina, które należała do tak zwanej elity klasowej. Kiedyś się przyjaźniłyśmy lecz ona wolała Baśkę ode mnie. Za nią zobaczyłam moją przyjaciółkę Sindy. Z Sindy przyjaźniłam się 5 lat i jest dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałam. Jest trochę dziwna ale za to właśnie ją kocham, jest rozgadana i ma bzika na punkcie aktorów jak ja. Gdy podeszłam do niej akurat szukała na facebook'u jakiś informacji i nie widziała jak do niej podchodzę. Chciałam ją wystraszyć więc zakryłam jej oczy ręką.
-Hmmm... Kto to może być? Może Karolina?
O fuj! Jak mogła mnie pomylić, a nawet pomyśleć, że ta super yyy.. fajna Karolina mogła tak zrobić? Brrr... na sam ten pomysł przechodzą mi ciarki.
-Jaka ja głupia! Przecież to nie kto inny jak moja siostrzyczka Any.
-No nareszcie. Już miałam się poddać. - Dałyśmy sobie buziaka.-A gdzie jest Olga i Alan?
-Olga niestety jest chora, a Alana rodzice podwożą dzisiaj.
-Łał! A co się takiego stało? Jakieś święto dzisiaj jest bo nic mi nieprzychodzi do głowy.
-Niestety nie. Jadą do szkoły spotkać się z dyrką.
-Znowu? Ja po prostu nie mogę już o tym słuchać. Przecież oni cały czas chodzą do dyrki.
-Daj spokój! Współczuje Alanowi mieć takich rodziców.
-Taaa... On ma pecha. Ja u siebie ledwo wytrzymuje a co dopiero u niego?
Moi rodzice byli surowi ale to nic w porównaniu do rodziców Alana. U mnie to po prostu jest bajka. Jego rodzice pracują w banku. Są na jakiś ważnych stanowiskach i nigdy nie mają czasu dla syna, a najgorsze jest w tym wszystkim, że Alan zawsze będzie robił wszystko czego pragną jego rodzice.
                                          

                                                  ***

Mieliśmy dzisiaj sprawdzian z biologi i kartkówkę z anglika. Jak zwykle źle mi poszło. Boli mnie dzisiaj głowa i źle się czuje chyba mam gorączkę ale nie jestem pewna. Tylko myśl, że mam tylko matme trzyma mnie w szkole.
-Na pewno nie chcesz iść do pielęgniarki?
-Nie dam radę Alan. Tylko wezmę tabletki i będzie wszystko dobrze.
Uśmiechnęłam się ale nie był do końca przekonany. Widziałam to po jego minie.
Zanim się obejrzałam była już lekcja. Na biurku pani  były rozstawione zlewki. Pewnie będziemy robić jakieś doświadczenia. Usiadłam koło Sindy, a Al przed nami.
Pani nie skończyła czytać całej obecności, a  czyjś telefon zadzwonił. W pierwszej chwili nie zorientowałam się, że to moja komórka dzwoni bo miałam ją wyłączoną w szkole. Zaraz przypomniałam sobie, że to mój awaryjny dzwonek telefonu. Nie przejmując się panią, która zaczęła do mnie mnie mówić o oddaniu telefonu i uwadze wyciągnęłam szybko telefon i odebrałam w klasie co było niedomyślenia, żebym ja taka ,,grzeczna'' i dobrze wychowana uczennica odebrała telefon na lekcji.
                                                                                                                      
No i jest mój pierwszy rozdział :D Z góry przepraszam za błędy, których jest na pewno dużo :/ Następny rozdział postaram się dodać jak najszybciej i mam nadzieje, że będzie dłuższy od tego ale nigdy nie zdawałam sobie sprawy ile trzeba napisać żeby chociaż tyle napisać. Mam nadzieje, że wam się podoba to opowiadanie :D Hahhaha dobra to pierwszy rozdział i nic się nie dzieje ale to ja :P Życzę miłego dnia wieczora nieważne :*
     


1 komentarz:

  1. Nooo :3
    Mam nadzieje że szybko będzie jakis rozdział :3 i że bd jakiś chłopak :3weny życze i do mnie zapraszam ;)
    http://vampiresfallen.blogspot.com/?m=1
    :D

    OdpowiedzUsuń