niedziela, 13 września 2015

Rozdział 10

Wszystkie hejty i komentarze z ironią będą usuwane.


Za nimi stał młody dobrze zbudowany chłopak. Był trochę starszy ode mnie. Uśmiechnął się do mnie i podał mi rękę.
-Jestem Moirin.
-Miło mi cię poznać Moirinie. Ja jestem Anny.
-Oj uwierz nie tak miło jak mi.
Pan Lee stał z boku i nic nie mówił.
-Po co mnie tu przyprowadziłeś?
-Wybacz mi Lee nie chciał cię tutaj przyprowadzać ale tak jakby trochę go zmusiłem albo jak wolisz dałem mu trochę do  pomyślenia i postanowił przyznać mi rację.
-Wiesz takie bajki możesz opowiadać uczniom ale nie mi. Za dobrze go znam i wiem, że nie przyzna się do błędu nawet najmniejszego.
-Masz racje nie powiedział tego wprost ale jednak tutaj jesteś.
-Dobra dosyć gadania o mnie. Morin nie chciałeś się tutaj spotkać tylko dlatego żeby się przywitać.
-Nic się nie zmieniłeś przez te wszystkie lata. No ale masz racje nie przyszliśmy tutaj z przyjemności.
Odwrócił się do ściany, zdjął pierścień, który nosił na palcu i przyłożył do ściany. Pod naciskiem pierścienia zrobiła się dziura w ścianie, która zaczęła się powiększać. Nie było tam nic oprócz ciemności. Moirin sięgnął za róg i wyciągnął pochodnię. 
-Po co ci pochodnia? nie lepiej by było użyć latarki?
-Niedługo zrozumiesz czemu nie użyję latarki tylko pochodni. Macie zapalniczkę?
-Weź nie przeciągaj tego w nieskończoność Moirinie.
-Weź trochę zluzuj Lee przecież nic nie robię. Jak nie chcesz tutaj być to możesz sobie iść.
Pa.. to znaczy Lee tylko popatrzył się na Morina jakby chciał go zabić, a ten nawet na ten wzrok nie zareagował tylko odwrócił się i wszedł w tą ciemność. Lee ruszył za nim. Morin odwrócił się do mnie.
-Idziesz czy zostajesz?
-Chyba nie mam wyboru.
-No nie jest on duży.
Ruszyłam za nimi. Rozpoznałam, że był to tunel. Czuć było stęchliznę i wszędzie było mokro. Gdy szliśmy robiło się coraz bardziej sucho. Po kilkunastu metrach i kilku zakrętach na ścianie wisiała pochodnia. Zaczęłam się zastanawiać czemu nie ma tutaj zwykłych lamp tylko pochodnie. Przecież mamy już XXI wiek. Po kilkunastu minutach cichego marszu zobaczyłam kamienną ścianę.
-No super! Tylko nie mówcie mi, że się zgubiliśmy! Nie mam zamiaru zginąć z głodu Bóg sam wie gdzie. 
Oboje odwrócili się do mnie i popatrzyli na mnie tak jakbym zwariowała. Morin podszedł do ściany po prawej stronie i nacisnął na kilka kamieni. Ściana zaczęła się odsuwać, a to co zobaczyłam za nią było cudowne.
                                                                                                                          
Przepraszam, że tak długo mnie nie było ale jakoś nie miałam siły i chęci by to pisać :/ Od teraz postaram się dodawać rozdziały co miesiąc :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz